Codzień, gdy róże zapalą się świtu,

Przez traw gęstwinę, kwiatów wonne sady,

Cisną się rojnie owadów gromady

Do zgubionego wśród trawy błękitu.

I zaglądając do nieba ciekawie,

Które na fali pocałunki kładnie,

Widzą krąg słońca zatopiony na dnie.

A kiedy rosy rozperlą się w trawie

Z kwiatów chylących kielichy nad tonią

Spadają krople i dzwonią i dzwonią...