W wagonie

Jedziemy — okna dzwonią — światło lampy chwiejne

Tańczy po brudnych ścianach... mój towarzysz usnął

Tak cicho... Anioł smutku skrzydłami mię musnął,

Turkot kół rodzi arye długie, beznadziejne.

Pozamną jakaś wizya niepewna i blada:

Uśmiechy, zwiędłe kwiaty, królewna tęskniąca...

Na szybach zamarzniętych usiadł sierp miesiąca,

Rój myśli powikłanych duszę mi opada.

I jest ich coraz więcej, nachodzą mię tłumnie,