Ballada o paczce
I
W małej izbie się dłużą wieczory,
Troska legła od okien do drzwi,
Ciężko, ciężko wykarmić sześcioro,
Kiedy warsztat bezczynny wciąż śpi.
Głód, jak chmura zawisa nad miastem,
Dławi w gardle jak kula ze szkła,
Ojciec ręce załamał żylaste,
Ale babcia wnet radę mu da.