Wzbiwszy się pierzchliwymi skrzydły pod niebiosy;

Mija ocean, ciągnie z brzmiącymi odgłosy,

Śmierć i strach niosąc lotna Pigmejom150 gromada,

Którym wydaje bitwy, gdy z chmur na nie spada.

Tchnący męstwem, z najgłębszym Grecy szli milczeniem

A wspierać się wzajemnym gotowi ramieniem.

Jako gdy wiatr mgłą szarą wierch151 góry odzieje,

Złą pasterzom, od nocy lepszą na złodzieje,

Na rzut bowiem kamienia ledwie sięgnie oko:

Tak się tuman rozciąga spod ich nóg szeroko,