Tyle doznała smutków, nędzy i niedoli,

Ile ich na mnie spadło z bogów ojca woli...

Wydałam na świat syna, zaszczyt swej ojczyzny,

Wyrósł mi na kształt krzewu, ssącego grunt żyzny;

Posłałam go na wojnę dla Trojan pogromu,

Lecz go więcej w Peleja nie obaczę domu.

A chociaż krótko słońce ogląda na niebie,

Dręczy się, nie ma z matki pomocy dla siebie...

Więc niech matki nieszczęsnej prośba cię nakłoni:

Daj dla syna, któremu krótki wiek wytknięty,