Przysięgam, że od zguby nic go nie ocali:

Psom się na brzydką pastwę i sępom dostanie».

Skończył, a straszne wojska powstało wołanie:

Grzmi powietrze, jak ryczą na morzu bałwany,

Gdy z innymi Not wiatry walczy zagniewany

I na skałę pobrzeżną całą moc wywiera,

A skała silnym barkiem gniew jego odpiera.

Z rady do naw gromada rozchodzi się cała,

W namiotach palą ognie, zasilają ciała...

A gdy już dosyć mieli jadła i napoju,