Aż na ostrów Trinakii, by trzody ojcowskie

I woły ciężkorogie pasły dziewy boskie.

Jeśli, na powrót pomny, oszczędzisz te trzody,

To wrócisz, chociaż nędzarz, do swojej zagrody.

Lecz jeśli je naruszysz, twój okręt z drużyną

Zginąć musi — ty ujdziesz, ale cię nie miną

Nieszczęścia, i choć wrócisz do dom i rodziny,

To późno, biedny bardzo, sam jeden, jedyny. —

Tak mówiła. Wtem jutrznia zabłysła na niebie.

Kirka mnie pożegnawszy odeszła do siebie;