— Ależ biedna panna nie jadła jeszcze obiadu — rzekł Poiret z wyrazem litości.
— Niech sobie idzie jeść, gdzie się jej tylko podoba — zawołało kilka głosów.
— Precz ze szpiegiem!
— Precz ze szpiegami!
— Panowie! — zawołał Poiret, uzbrajając się nagle w odwagę, której miłość nawet baranom udziela — chciejcież płeć uszanować.
— Szpiegi do żadnej płci nie należą — powiedział malarz.
— Wyborna płciorama.
— Precz za drzwiorama.
— Moi panowie, to jest nieprzyzwoicie. Gdy się kogo wyprawia, to należy grzeczniej postępować. Myśmy zapłacili i zostajemy — powiedział Poiret i włożył czapkę na głowę, siadając obok panny Michonneau, którą gospodyni domu starała się skłonić do odwrotu.
— Oj, figlarz, figlarz z pana! — powiedział malarz żartobliwie.