— Na stole. Po zapłaceniu wszystkiego, cośmy byli winni, pozostało jeszcze trzysta sześćdziesiąt kilka franków. Pokwitowanie z lombardu leży pod pieniędzmi.

— Możemy załatwić rachunki — rzekł Eugeniusz zbiegłszy ze schodów z uczuciem wstrętu. — Pan Goriot niedługo już pozostanie u pani, a ja...

— A tak, nieborak wyjdzie nogami naprzód — mówiła pani Vauquer — rachując pieniądze z wyrazem na wpół smętnym, a na wpół wesołym.

— Kończmy teraz — rzekł Rastignac.

— Sylwio, daj prześcieradła i idź pomóc tym panom.

— Nie zapomnij pan o Sylwii — szepnęła pani Vauquer do ucha Eugeniuszowi — ona czuwała dwie noce.

Widząc, że Eugeniusz zwraca się ku schodom, stara podbiegła co prędzej do kucharki i szepnęła:

— Weź prześcieradła przeszywane, numer siódmy. Na Boga! Przecie to aż nadto dobre dla nieboszczyka.

Eugeniusz wbiegł już na schody i nie mógł słyszeć słów gospodyni.

— Zmieńmy mu koszulę — rzekł Bianchon — Trzymaj go prosto.