— Może bym mógł w czym dopomóc?
— A, w rzeczy samej! Ja pójdę do pani de Nucingen, a pan idź do pana Taillefer ojca i poproś go, by mi udzielił wieczorem godzinę posłuchania w sprawie niezmiernej wagi.
— Czyżby to była prawda, młodzieńcze? — zapytał ojciec Goriot, mieniąc się na twarzy; — miałżebyś starać się o jego córkę, jak twierdzą ci głupcy z dołu? Niech cię Bóg strzeże! Nie próbowałeś ręki Goriota. A gdybyś nas oszukiwał, toby się ta sprawa pięścią zakończyła. Och! To być nie może!
— Przysięgam panu, że jedną tylko kobietę kocham na świecie — rzekł student — przekonałem się o tym dopiero przed chwilą.
— Ach! Co za szczęście! — zawołał ojciec Goriot.
— Ale — począł znów student — syn Taillefer’a ma się bić jutro, a ja słyszałem, że go mają zabić.
— Cóż to ciebie obchodzi? — rzekł Goriot.
— Ależ trzeba go uprzedzić, żeby nie pozwolił synowi... — zawołał Eugeniusz.
W tej chwili mowę jego przerwał głos Vautrina, który zaśpiewał tuż koło drzwi:
O Ryszardzie, królu mój!