Cały świat opuszcza cię...
Brum! brum! brum! brum! brum!
Długo błądziłem po szerokim świecie,
I teraz jeszcze aż...
Tra, la, la, la, la...
— Proszę panów — zawołał Krzysztof — zupa podana, wszyscy już siedli do stołu.
— Słuchaj — rzekł Vautrin — pójdź przynieś ode mnie butelkę Bordeaux.
— Jakże ci się zegarek podoba? — mówił Goriot. — Dobry ma gust, prawda?
Vautrin, ojciec Goriot i Rastignac zeszli razem i musieli, wskutek opóźnienia, zasiąść rzędem obok siebie. Podczas obiadu Eugeniusz okazywał wielką oziębłość Vautrinowi. Człowiek ten, uznany już przez panią Vauquer za najmilszego na całym świecie, rozwijał dzisiaj niezwykły zasób dowcipu. Strzelał wciąż świetnymi słówkami i rozruszał wszystkich współbiesiadników. Eugeniusza zdumiewała ta krew zimna, ta niezachwiana pewność siebie.
— Którą nogą wstałeś pan dzisiaj z łóżka? — zapytała go pani Vauquer. — Jesteś wesół, jak zięba.