— No i cóż, Gasnier, jakże się mała miewa?
— Nie wiem — odparł posępnie — zobaczy ją pan, żona moja jest przy niéj. Boję się, czy pańskie starania co tu pomogą, widać śmierć weszła już do mnie, aby mi wszystko zabrać.
— Śmierć nie przemieszkiwa u nikogo, mój poczciwy Gasnier; nie ma na to czasu. Bądźcie dobréj myśli.
Powiedziawszy to Benassis wszedł wraz z przygnębionym ojcem do chaty. W pół godziny wyszedł, odprowadzony przez matkę, do któréj rzekł:
— Nie trwóżcie się już o nią, róbcie tylko, co wam zaleciłem. Niebezpieczeństwo minęło.
— Jeżeli to pana nudzi — przemówił następnie lekarz do Genestasa, gdy dosiedli koni — mogę pana na główny gościniec wyprowadzić i powrócisz sobie tamtędy do miasteczka.
— Nie, słowo panu daję, że mnie to nie nudzi.
— Ale wszędzie zobaczysz pan tylko chaty, podobne do siebie jak dwie krople wody. Nic na pozór jednostajniejszego nad wieś.
— Służę panu daléj — odparł kapitan.
I tak przez kilka godzin zwiedzali wszystkie zakątki kantonu, a nad wieczorem wrócili do téj części, która sąsiadowała z miasteczkiem.