— A panienka cóż myśli?
— Ja, proszę pana, gdy go zobaczę — tu zawahała się nieco — ja jestem już na cały dzień szczęśliwą... Schyliła głowę i ze szczególną szybkością szyć zaczęła.
— No i cóż! czy kapitan opowiedział ci co o Napoleonie? — zapytał wchodząc lekarz.
— Pan widział Napoleona — zawołała Gabrynia i wpatrzyła się w komendanta z niepohamowaną ciekawością.
— Ba! — odparł Genestas — więcéj jak tysiąc razy.
— Ach! jakbym pragnęła coś wojskowego usłyszéć.
— Jutro przyjdziemy tu może do ciebie na kawę i wtedy kapitan opowie ci coś wojskowego, moje dziecko — rzekł Benassis obejmując ją i całując w czoło. — Widzisz pan to moja córka — dodał zwracając się do Genestasa — gdy nie pocałuję jéj w czoło, czegoś mi brak przez cały dzień.
Gabrynia uścisnęła rękę Benassisa szepcząc: Pan taki dobry! i choć goście pożegnali się z nią, poszła za niemi, by patrzéć jak na koń wsiadać będą. Gdy Genestas był już na siodle, szepnęła do ucha Benassisowi: — Kto to jest ten pan?
— Ha! — odparł lekarz kładąc nogę w strzemiono — może mąż dla ciebie, kto wié!
Gabrynia stała nieruchomie patrząc za odjeżdżającemi, a ci gdy skręcili już na drogę po za ogrodem, ujrzeli ją jeszcze stojącą na stosie kamieni i skinieniem głowy przesyłającą im ostatnie pożegnanie.