— Co za zdanie? — rzekł Finot.
— Prawa to są sieci pajęcze, przez które przechodzą wielkie muchy, a w których zostają małe.
— Dokąd tym zmierzasz? — rzekł Finot do Blondeta.
— Do rządu absolutnego, jedynego który może powściągnąć zamachy inteligencji na prawo! Tak, samowola chroni ludy, przychodząc w pomoc sprawiedliwości, bo prawo łaski nie ma odwrotnej strony; król, który może ułaskawić oszukańczego bankiera, nie zwraca nic obłuskanej ofierze. Legalność zabija nowoczesne społeczeństwo.
— Wytłumacz to wyborcom! — rzekł Bixiou.
— Jest ktoś, kto się tego podjął.
— Kto?
— Czas. Jak powiedział biskup z Leon, jeżeli wolność jest dawna, królewskość jest wieczna: wszelki naród zdrowy duchem, wróci do niej pod taką czy inną formą.
— Oho, był tu ktoś obok — rzekł Finot, słysząc, jak wychodzimy.
— Zawsze jest ktoś obok — odparł Bixiou, który musiał być zalany.