Lucjan uczynił ruch człowieka, któremu kadzielnica buja zanadto blisko nosa.

— Tak, mój drogi — podjął Petit-Claud — czytałem Gwardzistę Karola Dziewiątego, to więcej niż romans, to dzieło! Przedmowę mogło napisać tylko dwóch ludzi: Chateaubriand albo ty!

Lucjan przyjął pochwałę, nie mówiąc, że przedmowa jest pióra d’Artheza. Na stu francuskich autorów dziewięćdziesięciu dziewięciu postąpiłoby jak on.

— Otóż tutaj ludzie jak gdyby cię nie znali — podjął Petit-Claud z udanym oburzeniem. — Kiedy widziałem tę powszechną obojętność, powziąłem myśl poruszenia naszego światka. Kropnąłem artykuł, który musiałeś czytać.

— Jak to, to ty?... — wykrzyknął Lucjan.

— Tak, ja!... Angoulême i Houmeau zaczęły się spierać o pierwszeństwo; zebrałem młodych ludzi, kolegów z ławy szkolnej, i zorganizowałem wczorajszą serenadę; następnie, raz wpłynąwszy na fale entuzjazmu, puściliśmy subskrypcję na obiad. „Jeżeli Dawid musi się kryć, niech przynajmniej Lucjan będzie uwieńczony!” — powiedziałem sobie. Zrobiłem więcej — podjął Petit-Claud — widziałem hrabinę du Châtelet i dałem jej do zrozumienia, że winna jest samej sobie to, aby wydobyć Dawida z jego położenia; może to zrobić, musi!... Jeśli Dawid w istocie znalazł tajemnicę, o której mi mówił, rząd nie zrujnuje się, popierając go, a cóż za honor dla prefekta grać rolę człowieka, który, dzięki swej szczęśliwej protekcji, ma połowę zasługi w tak doniosłym odkryciu! Jednym zamachem zyska rozgłos światłego administratora... Siostra twoja przerażona jest naszą sądową pukaniną! Przelękła się dymu... Wojna w trybunale kosztuje równie drogo, jak na polu bitwy; ale Dawid utrzymał swą pozycję, jest panem tajemnicy; nie mogą go uwięzić, nie uwiężą go!

— Dziękuję ci, mój drogi, widzę, że mogę ci powierzyć mój plan, pomożesz mi go urzeczywistnić.

Petit-Claud spojrzał na Lucjana; haczykowaty jego nos przybrał kształt pytajnika.

— Chcę ocalić Sécharda — rzekł Lucjan ważnym tonem — jestem przyczyną jego nieszczęścia, naprawię wszystko... Mam wielką władzę nad Luizą...

— Jaką Luizą?...