— Hrabiną du Châtelet.
Petit-Claud uczynił gest zdumienia.
— Mam większą władzę nad nią, niż ona sama myśli — podjął Lucjan — ale, mój drogi, o ile mam władzę nad waszym rządem, nie mam fraka...
Petit-Claud wykonał nowy ruch, jak gdyby chcąc ofiarować sakiewkę.
— Dziękuję — rzekł Lucjan, ściskając ręką adwokata. — Za dziesięć dni złożę wizytę pani prefektowej i oddam ci twoją wizytę.
I rozstali się, wymieniając koleżeński uścisk dłoni.
„Musi być poetą — rzekł sobie w duchu Petit-Claud — bo ma klepki nie w porządku”.
„Nie ma co — myślał Lucjan, wracając do siostry — gdy chodzi o przyjaciół, naprawdę wiąże jedynie ława szkolna...”
— Mój Lucjanie — spytała Ewa — co tobie przyrzekł Petit-Claud, że jesteś dla niego taki czuły? Strzeż się go!
— Jego? — wykrzyknął Lucjan. — Słuchaj, Ewo — dodał jakby pod wpływem zastanowienia — nie wierzysz już we mnie, nie ufasz mi, możesz także nie ufać Petit-Claudowi, ale za dziesięć lub dwanaście dni odmienisz zdanie — dodał z miną zwycięzcy.