— To się wyrówna — rzekła baronowa do kasjera.
— Posa esgondem — rzekł kasjer. Den Żmuge do pył musyg s Anzpachu — dodał wybitnie niemieckim akcentem, widząc podpis i przyprawiając tą uwagą o dreszcz hrabinę.
— Czyż ja robię interesa? — rzekła pani de Nucingen, karcąc kasjera wyniosłem spojrzeniem. To moja rzecz.
Kasjer daremnie śledził kolejno twarz hrabiny i baronowej, obie były niewzruszone.
— Może pan odejść. — Pani, hrabino, zechce może zostać kilka chwil, aby nie wyobrażano sobie, że pani gra jaką rolę w tej transakcji — rzekła baronowa do pani de Vandenesse.
— Jako dopełnienie tylu uprzejmości — odparła hrabina — poproszę jeszcze o zachowanie sekretu.
— Gdy chodzi o dobry uczynek, rozumie się to samo przez się — odparła baronowa z uśmiechem. — Odeślę powóz pani na koniec ogrodu, odjedzie próżny, następnie przejdziemy przez ogród razem, nikt nie zobaczy pani wychodzącej: będą to istne czary!
— Ma pani wdzięk osoby, która dużo cierpiała w życiu — rzekła hrabina.
— Nie wiem czy mam wdzięk, ale wiele cierpiałam — odparła baronowa; pani nabyłaś swój tańszym kosztem, mam nadzieję.
Dawszy rozkaz, baronowa wzięła wysokie ciepłe pantofle, futro i odprowadziła hrabinę do furtki.