Kiedy ktoś uknuł plan taki, jak ten, który przysposobił du Tillet przeciw Natanowi, nie zwierza go nikomu. Nucingen wiedział coś niecoś, ale żona jego była zupełnie obca tym machiawelicznym kombinacjom. Mimo to baronowa, która wiedziała, że Raul jest w kłopotach, nie dała się omamić obu siostrom; odgadła dobrze, w jakie ręce przejdą te pieniądze, była niezmiernie rada, iż może zobowiązać hrabinę, miała zresztą głębokie współczucie dla takich kłopotów. Rastignac, którego pozycja pozwalała czytać w machinacjach obu bankierów, zaszedł do pani de Nucingen na śniadanie. Delfina i Rastignac nie mieli dla siebie tajemnic; opowiedziała mu tedy scenę z hrabiną. Rastignac, który nie wyobrażał sobie, aby baronowa mogła być kiedy wmieszana w tę sprawę, uboczną zresztą w jego oczach, jeden środek z pomiędzy całego jego arsenału, oświetlił sytuację. Delfina zniszczyła może nadzieje poselskie du Tilleta, udaremniła matactwa i ofiary całego roku. Wówczas Rastignac wtajemniczył baronową we wszystko, zalecając sekret co do błędu, jaki popełniła.

— Byleby — rzekła — kasjer nie wspomniał nic Nucingenowi.

Na kilka chwil przed południem, podczas śniadania, oznajmiono du Tilletowi Gigonneta.

— Niech wejdzie — rzekł bankier, mimo że żona była przy stole. — I cóż, stary Schyloku, ptaszek już w klatce?

— Nie.

— Jak to! czyż nie mówiłem ci: ulica du Mail, hotel...

— Zapłacił — rzekł Gigonnet, dobywając z portfelu czterdzieści biletów bankowych.

Twarz du Tilleta przybrała wyraz rozpaczy.

— Nie trzeba nigdy kwaśno przyjmować talarów — rzekł niewzruszony wspólnik du Tilleta — to może przynieść nieszczęście.

— Skąd wzięłaś te pieniądze? — rzekł bankier, obrzucając żonę spojrzeniem, pod którym zaczerwieniła się po same włosy.