— Hoho, to naprawdę jakaś dama! Wygląda mi, że tam nie ma ani jednego błędu ortograficznego!

Vandenesse wziął listy i oddał żonie, która poszła sprawdzić na stoliczku, czy są wszystkie.

— Czy chcesz je odstąpić, w zamian za to? rzekł Vandenesse, pokazując Florynie pokwitowanie na czterdzieści tysięcy franków.

— Cóż za cymbał, żeby podpisywać takie świstki!... Pokwitowanie na weksle — rzekła Floryna, czytając papier. — Hoho! ja cię oduczę od hrabin! A ja, która zatracałam ciało i duszę na prowincji, aby dla niego zbierać pieniądze, ja, która byłabym się puściła z maklerem giełdowym, byle jego ocalić! Oto mężczyźni! Kiedy się człowiek wypruwa dla nich, przejadą mu po brzuchu! Zapłaci mi za to.

Pani de Vandenesse uciekła, unosząc listy.

— Hola, czekaj maseczko, zostaw mi jeden, abym go mogła przekonać.

— To niemożliwe — rzekł Vandenesse.

— Dlaczego?

— Ta maska jest twoją ex-rywalką.

— Hm, mogłaby mi choć powiedzieć dziękuję! — wykrzyknęła Floryna.