Gdy tylko drzwi od ulicy zamknęły się za starym, Eugenia wyszła z pokoju i podbiegła do matki.

— Mężna byłaś, mamo, dla swego dziecka — rzekła.

— Widzisz, dziecko, dokąd nas prowadzą rzeczy zakazane?... Wpędziłaś mnie w kłamstwo.

— Och, poproszę Boga, aby ukarał tylko mnie.

— Czy to prawda — rzekła wystraszona Nanon, wchodząc — że panienka ma być na chlebie i wodzie przez resztę życia?

— Cóż to znaczy, Nanon — rzekła spokojnie Eugenia.

— Och, ja tam nie będę jadła omasty, kiedy nasza panienka je suchy chleb. Nie, nie.

— Ani słowa o tym wszystkim, Nanon — rzekła Eugenia.

— Zamknę gębę na klucz, ale zobaczy panienka!

Pierwszy raz od dwudziestu czterech lat Grandet jadł obiad sam.