— No i co, został pan wdowcem — rzekła Nanon. — To bardzo przykro być wdowcem, kiedy się ma dwie kobiety w domu.
— Nie gadam z tobą. Trzymaj gębę albo fora ze dwora. Co ty tam masz w garnku, słyszę, że się coś gotuje?
— Topię tłuszcz...
— Będą goście wieczór, zapal ogień.
Cruchotowie, pani des Grassins i jej syn przyszli o ósmej i zdziwili się, że nie widzą ani pani Grandet, ani jej córki.
— Żona jest trochę cierpiąca, Eugenia została przy niej — odparł stary winiarz, którego twarz nie zdradzała żadnego wzruszenia.
Po godzinie spędzonej na nieznaczących rozmówkach, pani des Grassins, która poszła odwiedzić panią Grandet, zeszła; każdy zapytał jej po kolei:
— Jak się ma pani Grandet?
— Niedobrze, wcale niedobrze. Stan jej wydaje mi się doprawdy niepokojący. W jej wieku powinna bardzo uważać na siebie, panie Grandet.
— Zobaczę — odparł z roztargnieniem.