— Wybornie, drogi stryjaszku.
— No i co, a gdzież są kobiety? — rzekł stryj, zapominając już, że bratanek nocuje u niego.
W tej chwili Eugenia i pani Grandet weszły.
— Wszystko przygotowane na górze? — spytał stary, odzyskując spokój.
— Tak, ojcze.
— No i cóż, chłopcze, jeżeli jesteś zmęczony, Nanon zaprowadzi cię do twego pokoju. Ba, ba, to nie będzie apartament fircyka, ale darujesz biednym winiarzom, którzy nigdy nie śmierdzą groszem. Podatki zjadają wszystko.
— Nie chcemy być natrętni, Grandet — rzekł bankier. — Może masz do pogadania z bratankiem, życzymy wam dobrej nocy. Do jutra.
Na te słowa zebrani wstali, każdy ukłonił się na swój sposób. Stary rejent poszedł do sieni po latarkę i zapalił ją, ofiarując się państwu des Grassins z odprowadzeniem. Pani des Grassins nie przewidziała wypadku, który miał zakończyć tak wcześnie wieczór i służący jej nie zjawił się jeszcze.
— Zrobi mi pani ten zaszczyt, aby przyjąć moje ramię? — rzekł ksiądz Cruchot do pani des Grassins.
— Dziękuję księdzu — odparła sucho. — Mam syna.