— Jest nas dziś pięcioro, proszę pana.
— Tak — odparł Grandet — ale ten bochenek waży sześć funtów; zostanie jeszcze. Zresztą te młode lalusie paryskie nie jadają chleba, zobaczysz.
— Zje z omastą — rzekła Nanon.
W Anjou omasta oznacza w popularnym słowniku to, co towarzyszy chlebowi, od masła rozsmarowanego na kromce — omasta zwyczajna — aż do konfitur brzoskwiniowych, najwykwintniejszej omasty. Wszyscy ci, którzy w dzieciństwie zlizywali omastę, a zostawiali chleb, zrozumieją doniosłość tego wyrażenia.
— Nie — odparł Grandet. — Tacy nie jedzą ani omasty, ani chleba. To niby panny na wydaniu.
Wreszcie, zarządziwszy oszczędny codzienny jadłospis, stary skierował się do sadu, zamykając starannie spiżarnię, kiedy Nanon zatrzymała go i rzekła:
— Proszę pana, niech pan da mąki i masła, zrobię dla dzieci placek.
— Cóż ty, dom chcesz zrabować dla mego bratanka?
— Tyle myślałam o pańskim bratanku co o psie, tyle co i pan sam. Ale, ale, toć pan mi dał sześć kawałków cukru, potrzeba mi osiem.
— Co ty, Nanon, jeszcze cię nigdy nie widziałem taką? Co tobie wlazło w głowę? Czy ty tu jesteś panią? Dostaniesz tylko sześć kawałków.