— Ma pan, drogi paniczu — rzekła Nanon, przynosząc jajka. — Dajemy panu kurczęta w skorupkach.

— O, świeże jajka — rzekł Karol, który jak człowiek przyzwyczajony do zbytku, nie myślał już o kuropatwie. — Ale to rozkoszne! A gdybyś jeszcze miała tak kawałek masła, moje drogie dziecię.

— Ba, masło! W takim razie nie będzie placka — rzekła służąca.

— Ależ dajże masło, Nanon — wykrzyknęła Eugenia.

Młoda dziewczyna przyglądała się kuzynowi łamiącemu chleb i znajdowała w tym tyle przyjemności, ile najczulsza gryzetka12 paryska znajduje jej w oglądaniu melodramatu z triumfującą niewinnością. Prawda, iż Karol, wychowany przez uroczą matkę, rozpieszczony przez modną kobietę, miał ruchy pełne wdzięku, wykwintne, miękkie jak ruchy młodej elegantki.

Współczucie i tkliwość młodej dziewczyny mają działanie iście magnetyczne. Toteż Karol, widząc, że jest przedmiotem względów kuzynki i ciotki, nie mógł się obronić działaniu uczuć, które promieniowały ku niemu, opływając go jak fala. Rzucił na Eugenię spojrzenie pełne dobroci i pieszczoty, spojrzenie podobne do uśmiechu. Spostrzegł, patrząc na Eugenię, wyborną harmonię rysów tej czystej twarzy, jej niewinny wyraz, wspaniały blask oczu, w których iskrzyły się młode myśli miłosne i nieświadome pragnienie rozkoszy.

— Na honor, droga kuzynko, gdybyś była w loży i w wieczorowej tualecie w operze, ręczę ci, że ciotka miałaby rację, bo przyprawiłabyś wielu mężczyzn o grzech pożądania, a wiele kobiet o grzech zazdrości.

Komplement ten ścisnął serce Eugenii i przejął ją dreszczem radości, mimo że nic nie zrozumiała.

— Och, kuzynie, ty sobie żartujesz z biednej parafianki.

— Gdybyś mnie znała, kuzynko, wiedziałabyś, że ja nienawidzę ironii; ona kazi serce, warzy wszystkie uczucia... — Tu zakąsił bardzo smacznie tartynką13 z masłem. — Nie, nie mam prawdopodobnie dosyć dowcipu na to, aby sobie drwić z drugich i bardzo cierpię na tym braku. W Paryżu można zabić człowieka, mówiąc o nim: „ma dobre serce”. To znaczy tyle co: „biedaczysko, głupi jak but”. Ale ponieważ jestem bogaty i znany z tego, że strącam lalkę o trzydzieści kroków z każdego pistoletu i w szczerym polu, szyderstwo nie czepia się mnie.