— Ba — rzekła Nanon. — Tyle subiekcji, trzeba by życie całe na tym strawić. Nigdy nie będę robiła kawy w ten sposób. Ładne rzeczy! A kto by nażął trawy dla krowy, gdy ja bym robiła kawę?
— Ja będę robiła — rzekła Eugenia.
— Dziecko — rzekła pani Grandet, patrząc na córkę.
Na to słowo, przypominające cios wiszący już nad głową nieszczęśliwego młodego człowieka, trzy kobiety zamilkły i patrzały nań z wyrazem współczucia, który uderzył Karola.
— Co tobie, kuzynko?
— Cyt — rzekła pani Grandet do Eugenii, która już miała przemówić. — Wiesz, dziecko, że ojciec sam chce mówić z panem...
— Niech pani pomówi z Karolem — rzekł młody Grandet.
— A, kuzynowi jest Karol, to piękne imię — wykrzyknęła Eugenia.
Nieszczęścia przeczuwane nadchodzą prawie zawsze. Nanon, pani Grandet i Eugenia, które nie bez drżenia myślały o powrocie starego bednarza, usłyszały dźwięk młotka, którego odgłos był im dobrze znany.
— Ojciec — rzekła Eugenia.