Niepodobna było nie poznać w tonie tych słów nadziei serca bezwiednie rozpalonego namiętnością. Toteż pani Grandet rzuciła córce spojrzenie nabrzmiałe macierzyństwem, po czym rzekła jej do ucha:
— Uważaj, dziecko, gotowa jesteś go pokochać.
— Pokochać! — odparła Eugenia. — Och, gdybyś wiedziała, co ojciec powiedział!
Karol obrócił się, ujrzał ciotkę i kuzynkę.
— Straciłem ojca, mego biednego ojca. Gdyby mi powierzył sekret swego nieszczęścia, pracowalibyśmy razem, aby je naprawić. Och, mój dobry ojcze, tak byłem pewny, że cię ujrzę niebawem, iż zdaje mi się, że cię pożegnałem dość chłodno.
Szloch przerwał mu słowa.
— Będziemy się modliły za niego — rzekła pani Grandet. — Poddaj się woli bożej.
— Kuzynie — rzekła Eugenia — odwagi. Strata twoja jest niepowetowana; myśl teraz o tym, aby ocalić swój honor.
— Mój honor?... — wykrzyknął młody człowiek, odgarniając włosy nagłym ruchem i siadając na łóżku ze zwisłymi ramionami. — Ach, prawda. Ojciec, powiadał mi stryj, zbankrutował.
Wydał rozdzierający krzyk i ukrył twarz w dłoniach.