— Słusznie.
— Głooowa mi pęęęka od tego, coś mi pan natraaajlował. Pieeerwszy raz w życiu trzeeeba mi myśleć o takich...
— Tak, pan nie jest prawnik.
— Ja jeeestem biedny wiiiniarz i nie rozuuumiem nic z tego, co pan mi nagadał, muuuszę to rooozważyć.
— Więc tak! — rzekł prezydent, wstając, aby zakończyć dyskusję.
— Ależ, mój drogi... — rzekł rejent, przerywając prezydentowi tonem wyrzutu.
— Co, stryju? — rzekł prezydent.
— Pozwólże panu Grandet wyjaśnić swoje zamiary. Chodzi w tej chwili o ważne pełnomocnictwo. Kochany pan Grandet musi określić...
Uderzenie młotka, które oznajmiło rodzinę des Grassins, ich wejście, przywitania, nie pozwoliły panu Cruchot dokończyć. Rejent rad był z tej przeszkody; już Grandet patrzył na niego koso, już narośl na nosie zwiastowała burzę. Ale po pierwsze roztropny rejent nie uważał za właściwe, aby prezydent trybunału pierwszej instancji udawał się do Paryża po to, aby skłonić do układów wierzycieli i maczać palce w szachrajstwie naruszającym prawidła ścisłej uczciwości; następnie nie słysząc z ust starego Grandet najmniejszej intencji zapłacenia jakiejkolwiek kwoty, drżał instynktownie przed tym, aby bratanek wmieszał się w tę sprawę. Skorzystał więc z chwili, w której weszli państwo des Grassins, aby wziąć prezydenta za łokieć i odciągnąć go do okna.
— Dosyć już okazałeś dobrych chęci, mój chłopcze, ale dosyć tych poświęceń się. Apetyt na to małżeństwo zaślepia cię. Tam do licha, nie trzeba wyjmować kasztanów z ognia. Pozwól mnie teraz prowadzić grę, pomagaj mi tylko. Czy to twoja rola narażać swoją godność sędziowską w podobnej...