Przerwał, aby pokazać na komodzie kwadratową szkatułkę w skórzanym futerale.

— Tam, widzisz, mam rzecz, która mi jest równie cenna jak życie. Ta szkatułka to dar mojej matki. Od dziś rana myślałem, że gdyby ona mogła wstać z grobu, sprzedałaby sama złoto, które czułość jej strwoniła na ten neseser; ale gdybym ja to zrobił, miałbym uczucie świętokradztwa.

Przy tych słowach Eugenia ścisnęła konwulsyjnie rękę kuzyna.

— Nie — ciągnął po lekkiej pauzie, podczas której patrzyli na siebie wilgotnymi oczami. — Nie chcę jej ani niszczyć, ani narażać jej w moich podróżach. Droga Eugenio, ty przyjmiesz ją w depozyt. Nigdy przyjaciel nie powierzył czegoś równie świętego przyjacielowi. Osądź sama.

Wziął szkatułkę, wyjął ją z futerału i ze smutkiem pokazał oczarowanej kuzynce neseser, którego robota dawała złotu cenę o wiele wyższą niż jego waga.

— To, co podziwiasz, to nic — rzekł, naciskając sprężynę, która odsłoniła drugie dno. — Oto, co dla mnie warte jest tyle, co cała ziemia.

Wydobył dwa portrety, dwa arcydzieła pani Mirbel, bogato oprawiane w perły.

— Och, piękna osoba, czy to nie ta pani, do której pis...

— Nie — rzekł z uśmiechem. — Ta pani to moja matka, a to mój ojciec; twój stryj i twoja stryjenka. Eugenio, powinienem cię błagać na kolanach o przechowanie tego skarbu. Gdybym zginął i stracił twój mająteczek, to złoto wynagrodzi ci stratę, a tobie jednej mogę zostawić te dwa portrety, ty jesteś godna przechować to; ale zniszcz je, aby po tobie nie dostały się w inne ręce...

Eugenia milczała.