Ludwik obudził starą Annę, która przerażona pobiegła na plebanię do Saint-Cyr.

Rano pani Willemsens przyjęła sakramenty w podniosłym i wzruszającym nastroju. Dzieci jej, Anna oraz rodzina wieśniaka, prości ludzie, którzy należeli niemal do rodziny, uklękli. Srebrny krzyż niesiony przez chłopczynę — chłopiec z chóru na wsi! — wznosił się przed łóżkiem, a stary ksiądz udzielał ostatniego namaszczenia umierającej. Wiatyk! — wzniosłe słowo, myśl wznioślejsza jeszcze niż słowo, które posiada jedynie apostolska religia rzymskiego Kościoła.

— Ta kobieta bardzo cierpiała! — rzekł ksiądz z prostotą.

Maria Willemsens nie słyszała już, ale oczy jej utkwione były w dwojgu dzieci. Wszyscy zdjęci grozą słuchali w najgłębszym milczeniu oddechu umierającej, który stawał się coraz wolniejszy. Od czasu do czasu głębokie westchnienie świadczyło jeszcze o życiu, zdradzając wewnętrzną walkę. Wreszcie matka przestała oddychać. Wszyscy zalali się łzami, wyjąwszy Mariana. Biedne dziecko było jeszcze zbyt młode, aby zrozumieć śmierć. Anna i gospodyni zamknęły oczy uroczej istocie, której piękność wystąpiła wówczas w całym blasku. Wyprawiły wszystkich, usunęły meble z pokoju, spowiły umarłą w całun, ułożyły ją, zapaliły świece przy łóżku, ustawiły wedle miejscowego obyczaju kropielnicę, gałązkę bukszpanu i krucyfiks, zamknęły okiennice, zasunęły firanki. Następnie przyszedł wikary, aby spędzić noc na modłach wraz z Ludwikiem, który nie chciał opuścić matki. We wtorek odbył się pogrzeb. Stara służąca, dwoje dzieci, którym towarzyszyła wieśniaczka, stanowili jedyny konwój kobiety, której dowcip32, piękność, wdzięk miały europejską sławę i której pogrzeb w Londynie byłby nowiną pompatycznie zaprotokołowaną w dziennikach, arystokratyczną uroczystością, gdyby nie była popełniła najsłodszej ze zbrodni, zbrodni zawsze karanej na ziemi, po to, aby te anioły, uzyskawszy przebaczenie, weszły do nieba. Kiedy rzucono ziemię na trumnę matki, Marian zapłakał, zrozumiawszy w tej chwili, że już jej nie zobaczy.

Prosty drewniany krzyż, zasadzony na grobie, nosił ten napis, ułożony przez proboszcza z Saint-Cyr:

TU LEŻY

KOBIETA NIESZCZĘŚLIWA

zmarła w trzydziestym szóstym roku,

nosząca imię Augusty w niebie.

Módlcie się za nią!