„I ja mogłem żyć w ten sposób!” — pomyślał Rafael; wyrwał uczonego z zadumy, pytając go o sposób oddziałania na talizman, który mu przedłożył.

— Choćby się pan miał śmiać z mojej łatwowierności — rzekł w końcu margrabia — nie będę panu nic ukrywał. Ta skóra posiada jakąś tajemną siłę oporu, której nic nie może przemóc.

— Panie — rzekł Planchette — ludzie światowi odnoszą się zawsze do wiedzy dość bezceremonialnie; po trosze tak jak pewien elegant, który oświadczył wielkiemu Lalanne, spóźniwszy się z damami na zaćmienie słońca: „Może pan będzie tak dobry rozpocząć na nowo”. O jakie działanie panu chodzi? Celem mechaniki jest stosować prawa ruchu lub też neutralizować je. Co do ruchu samego w sobie, wyznaję panu z pokorą, nie umiemy go określić. To przyjąwszy, zauważyliśmy parę niezmiennych objawów, które rządzą działaniem ciał stałych i płynnych. Odtwarzając bezpośrednie przyczyny tych zjawisk, możemy przenosić ciała, udzielać im siły lokomocyjnej w stosunkach określonej chyżości, rzucać je, dzielić na części lub w nieskończoność, bądź to tłukąc je, bądź proszkując; następnie skręcać je, dawać im ruch wirujący, przekształcać, ugniatać, rozszerzać, rozciągać. Ta wiedza, drogi panie, opiera się na jednym fakcie. Widzi pan tę kulę — ciągnął. — Jest tu, na tym kamieniu. Teraz jest tam. Jakim mianem nazwiemy ten akt fizycznie tak naturalny, a moralnie tak niezwykły? Ruch, lokomocja, zmiana miejsca? Cóż za bezmierna czczość ukryta pod słowami! Słowo, czyż to jest rozwiązanie? Oto wszak cała wiedza. Nasze machiny zużywają lub rozkładają ten akt, ten fakt. To błahe zjawisko przeniesione na masy wysadzi Paryż w powietrze. Możemy zwiększać chyżość kosztem siły i siłę kosztem chyżości. Co to jest siła i chyżość? Nasza wiedza niezdolna jest tego powiedzieć, tak jak niezdolna jest stworzyć ruch. Ruch, jakikolwiek by był, jest to olbrzymia siła, a człowiek nie wynajduje sił. Siła jest jedna jak ruch, sama istota siły. Wszystko jest ruchem. Myśl jest ruchem. Natura opiera się na ruchu. Śmierć jest ruchem, którego kierunek jest nam nieznany. Jeżeli Bóg jest wieczny, wierzaj mi, że jest w ciągłym ruchu. Bóg jest może ruchem. Oto czemu ruch jest niewytłumaczony jak on; jak on głęboki, bez granic, niepojęty, niedotykalny. Kto kiedy dotknął, zrozumiał, zmierzył ruch? Czujemy skutki, nie widząc ich. Możemy nawet im zaprzeczyć, jak przeczymy Bogu. Gdzie jest, gdzie go nie ma? Skąd wychodzi? Gdzie jest jego zasada? Gdzie jest jego kres? Otacza nas, przyciska i umyka się nam. Jest oczywisty jak fakt, ciemny jak abstrakcja, jest równocześnie skutkiem i przyczyną. Trzeba mu, jak nam, przestrzeni, a co to jest przestrzeń? Jedynie ruch objawia ją nam; bez ruchu jest tylko słowem bez treści. Problem nie do rozwiązania, podobnie jak próżnia, jak stworzenie, jak nieskończoność! Ruch wprawia w zamęt ludzką myśl; jedyne, co wolno człowiekowi pojąć, to to że go nie pojmie nigdy. Między każdym z punktów, jakie kolejno zajmuje ta kula w przestrzeni — ciągnął uczony — znajduje się przepaść dla ludzkiego rozumu, przepaść, w którą runął Pascal. Aby oddziałać na nieznaną substancję, którą chcesz poddać nieznanej sile, musimy najpierw zbadać tę substancję; zależnie od swojej natury albo się strzaska od uderzenia, albo mu się oprze; jeżeli się rozdrobni, a jeżeli pańskim zamiarem nie jest dzielić jej, nie osiągniemy zamierzonego celu. Jeżeli chcesz ją zgnieść, trzeba udzielić jednakiego ruchu wszystkim cząstkom substancji w ten sposób, aby jednostajnie zmniejszyć przestrzeń, która je dzieli. Jeżeli chcesz ją rozciągnąć, musimy starać się nadać każdej drobinie jednaką siłę odśrodkową; albowiem nie przestrzegając ściśle tego prawa, wywołalibyśmy przerwy spójności. Istnieją, proszę pana, w ruchu nieskończone odmiany, kombinacje bez granic. Na jakie działanie się pan decyduje?

— Proszę pana — odparł Rafael zniecierpliwiony — chodzi mi o jakiekolwiek ciśnienie dość silne, aby rozciągnąć w nieskończoność tę skórę.

— Ponieważ substancja jest skończona — odparł matematyk — nie może rozciągnąć się w nieskończoność; ciśnienie powiększy nieodzownie rozmiary powierzchni kosztem grubości; ścienieje tak, aż jej zabraknie materii...

— Niech pan osiągnie ten wynik — wykrzyknął Rafael — a zarobi pan miliony.

— To byłyby ukradzione pieniądze — odparł profesor z flegmą godną Holendra. — Wykażę panu w dwóch słowach istnienie machiny, która nawet samego Boga zmiażdżyłaby jak muchę. Sprowadziłaby człowieka do stanu bibułki, człowieka w butach, z ostrogami, krawatem, kapeluszem, złotem, klejnotami, wszystkim...

— Cóż za straszliwa machina!

— Zamiast rzucać dzieci do wody, Chińczycy powinni by je zużytkowywać w ten sposób — dodał uczony, nie troszcząc się o szacunek człowieka dla swego potomstwa..

Cały pochłonięty swą myślą, Planchette wziął próżną doniczkę na kwiaty z przedziurawionym dnem i postawił ją na płycie kompasu; następnie poszedł do ogrodu po nieco gliny. Rafael stał oszołomiony jak dziecko, któremu niańka opowiada cudowne bajki. Złożywszy glinę na kamiennej płycie, Planchette wydobył z kieszeni nożyk, uciął dwie gałązki bzu i wydmuchał je, gwiżdżąc, tak jakby Rafaela nie było.