Zostawił uczonych pogrążonych w zdumieniu.
— Nie opowiadajmy o tej przygodzie w Akademii, koledzy wyśmialiby się — rzekł Planchette do chemika po długiej pauzie, w czasie której spoglądali po sobie, nie śmiejąc sobie udzielić wzajem swoich myśli.
Dwaj uczeni byli niby chrześcijanie, którzy opuścili swoje groby i nie znaleźli Boga w niebie. Wiedza? Bezsilna! Kwasy? Czysta woda! Czerwony potas? Zhańbiony! Stos Wolty, iskra elektryczna? Zabawki dziecinne!
— Prasa hydrauliczna rozwalona jak domek z kart! — dodał Planchette.
— Wierzę w diabła — rzekł baron Jafet po chwili milczenia.
— A ja w Boga — odparł Planchette.
Obaj byli w swojej roli. Dla mechanika wszechświat jest machiną, która wymaga robotnika; dla chemii, tego dzieła czarta, które rozkłada wszystko, świat jest to gaz obdarzony ruchem.
— Nie możemy zaprzeczyć faktowi — dodał chemik.
— Ba! Na naszą pociechę, panowie doktrynaliści stworzyli ten mglisty aksjomat: głupi jak fakt.
— Twój aksjomat — odparł chemik — musi być tedy faktem, gdyż jest solennie głupi.