Głos starej damy rozległ się w oddali.

— Pani — rzekł margrabia — wdzięczność moja...

Opiekunka jego już umknęła, słysząc głos swej pani, którego syk rozległ się wśród skał.

„Biedna dziewczyna! Niedole rozumieją się i wspomagają zawsze” — pomyślał Rafael, siadając pod drzewem.

Kluczem wszelkiej wiedzy jest bezsprzecznie znak zapytania; przeważną część wielkich odkryć zawdzięczamy słowu: Jak? mądrość zaś życia polega na tym, aby się pytać w każdej okoliczności: Czemu? Ale też ta sztuczna wiedza przyszłości niweczy nasze złudzenia. Toteż Valentin, wziąwszy bez filozoficznych intencji dobry uczynek starej panny za temat dla swoich dumań, znalazł go pełnym jadu.

„To, że panna do towarzystwa może się we mnie kochać — powiadał sobie — w tym nie ma nic nadzwyczajnego: mam dwadzieścia siedem lat, tytuł i dwieście tysięcy funtów renty! Ale żeby jej pani, która boi się wody jak kot, woziła ją łódką aż tu do mnie, czyż to nie jest rzecz dziwna i osobliwa? Te dwie kobiety przybyłe do Sabaudii po to, aby spać jak susły, pytające o południu, czy już jest dzień, miałyby dziś wstać przed ósmą, aby gonić w moje ślady?”

Niebawem stara panna i jej czterdziestoletnia naiwność ukazały się jego oczom jako nowe przebranie tego fałszywego i złośliwego świata, jako małostkowa sztuczka, niezręczny spisek, dokuczliwość iście księża lub kobieca. Czy pojedynek był bajką, czy też chciano go jedynie nastraszyć? Tym małym duszom, zuchwałym i dokuczliwym jak muchy, udało się podrażnić jego próżność, pobudzić jego ambicję, podniecić ciekawość. Nie chcąc ani dać się wystrychnąć na dudka, ani uchodzić za tchórza, ubawiony może tym dramacikiem, Rafael zjawił się w kasynie tegoż samego wieczora. Przystanął sobie wsparty o kominek i stał spokojnie w wielkiej sali, bacząc, aby nie dać żadnego powodu do zaczepki; ale badał twarze, wyzywając poniekąd towarzystwo tym przeglądem. Niby dog pewien swojej siły oczekiwał walki na własnym terenie, nie szczekając daremnie. Pod koniec wieczoru przechadzał się po sali gry, od drzwi wchodowych do sali bilardowej, rzucając od czasu do czasu spojrzenie na młodych ludzi zabawiających się partyjką. Po kilku chwilach usłyszał swoje nazwisko. Mimo że mówili cicho, Rafael domyślił się łatwo, że jest przedmiotem narady; wreszcie pochwycił parę zdań mówionych głośniej:

— Ty?

— Tak, ja!

— Chciałbym to widzieć!