— Panie, nie uchodzi już dziś policzkować kogoś, ale nie wiem, jakimi słowami napiętnować postępowanie tak nikczemne.

— Dosyć, dosyć! Wyjaśnicie to jutro — rzekło kilku młodych ludzi, rzucając się między zapaśników.

Rafael opuścił salon w charakterze strony obrażającej, przyjąwszy spotkanie w pobliżu zamku Bordeau, na małej spadzistej łączce, opodal świeżo przebitej drogi, którą zwycięzca mógł się dostać do Lyonu. Rafael musiał tedy nieodzownie albo znaleźć się w łóżku, albo opuścić Aix. Towarzystwo tryumfowało. Nazajutrz około ósmej rano przeciwnik Rafaela wraz z dwoma świadkami i chirurgiem przybył pierwszy na plac.

— Będzie nam tu doskonale; śliczny czas na pojedynek! — wykrzyknął wesoło, spoglądając na błękit nieba, na wodę i skały, bez śladu smutku lub obawy. — Jeżeli go drasnę w ramię — ciągnął — wpakuję go do łóżka na jaki miesiąc, co, doktorze?

— Co najmniej — odparł chirurg. — Ale zostaw pan tę wierzbę w spokoju; inaczej zmęczysz sobie rękę, nie będziesz panem swego strzału. Mógłbyś go pan zabić zamiast zranić.

Rozległ się turkot powozu.

— To on — rzekli świadkowie. Niebawem ukazała się na drodze kolaska podróżna zaprzężona w cztery konie i powożona przez dwóch pocztylionów.

— Osobliwy obyczaj! — wykrzyknął przeciwnik Rafaela. — Jedzie na cmentarz ekstrapocztą...

W pojedynku, jak w grze, najlżejsze okoliczności oddziałują na wyobraźnię jego aktorów; toteż młody człowiek oczekiwał z pewnym niepokojem przybycia tego powozu, który zatrzymał się na drodze. Stary Jonatas wysiadł ciężko pierwszy, aby pomóc Rafaelowi; podtrzymał go swymi wątłymi ramionami, rozwijając dlań względy, jakie kochanek okazuje kochance. Znikli w ścieżkach, które dzieliły gościniec od miejsca przeznaczonego na spotkanie i pojawili się aż po dobrej chwili; szli wolno. Czterej świadkowie tej osobliwej sceny doznali głębokiego wzruszenia na widok Rafaela wspartego na ramieniu sługi: blady i zmieniony, szedł krokiem podagryka, ze spuszczoną głową, nie mówiąc ani słowa. Rzekłbyś, dwaj starcy jednako złamani, jeden czasem, drugi myślą; pierwszy miał swój wiek wypisany na białych włosach, młody nie miał już wcale wieku.

— Nie spałem, proszę pana — rzekł Rafael do przeciwnika.