— Spokój! Spokój! Oba jesteście zuchy.

— A pan trzeci! — rzekł ten, który wszczął zwadę.

— Nie mogą się nawet utrzymać na nogach.

— Co! Może nie stoję prosto — odparł wojowniczy Natan, wstając chwiejnie.

Objął stół tępym spojrzeniem, po czym jak gdyby wycieńczony tym wysiłkiem opadł na krzesło, schylił głowę i siedział niemy.

— Czy to nie byłoby zabawne — rzekł znawca do sąsiada — gdybym się bił o utwór, którego nigdy nie widziałem ani nie czytałem?

— Emilu, uważaj no na swoje ubranie, twój sąsiad blednie — rzekł Bixiou.

— Kant, powiada pan? Jeszcze jeden balon puszczony dla zabawy głupców. Materializm i spirytualizm są to dwie ładniutkie rakiety, którymi szarlatani w biretach podbijają jednego i tego samego wolanta. Czy Bóg jest we wszystkim wedle Spinozy, czy też wszystko płynie z Boga wedle świętego Pawła... głupcy! Otworzyć czy zamknąć drzwi, czy to nie ten sam gest? Czy jaje bierze się z kury czy kura z jaja... Podaj mi kaczkę!... Oto cała wiedza.

— Głupcze — krzyknął uczony — kwestię, którą podnosisz, rozstrzygnął już fakt.

— Jaki?