— Tak — odparła.

I łono jej biło jak pierś młodej ptaszyny w dłoni dziecka.

— A więc, ponieważ rozstaniemy się niebawem — dodałem niepewnym głosem — pozwól mi wyrazić moją wdzięczność za dobroć, jakąście mi obie z matką okazywały.

— Och, nie rachujmy się — odparła ze śmiechem.

Śmiech jej krył wzruszenie, które mi sprawiło ból.

— Mój fortepian — ciągnąłem, jakby nie słysząc jej słów — to jeden z najlepszych instrumentów Erarda, przyjm go. Weź go bez skrupułów, nie mógłbym go doprawdy zabrać w podróż, w którą się wybieram.

Oświecone może akcentem melancholii, z jakim wymówiłem te słowa, Paulina i jej matka zrozumiały mnie widocznie; spoglądały na mnie z ciekawością i grozą. Przywiązanie, którego szukałem w zimnych strefach wielkiego świata, było tedy tutaj, szczere, bez blasku, ale serdeczne, a może i trwałe.

— Nie trzeba tak się trapić — rzekła matka. — Niech pan zostanie z nami. Mąż mój jest w tej chwili w drodze — dodała. — Czytałam dziś wieczór Ewangelię Św. Jana, podczas gdy Paulina trzymała na nitce klucz przywiązany do Biblii: klucz obrócił się. Ta wróżba świadczy, że Gaudin jest zdrów i że mu się dobrze powodzi. Paulina powtórzyła tę wróżbę dla pana i dla młodego lokatora spod siódemki, ale klucz obrócił się tylko dla pana. Będziemy wszyscy bogaci. Mąż wróci milionerem; widziałam go we śnie na okręcie pełnym wężów; na szczęście woda była mętna, co oznacza złoto i zamorskie kamienie.

Te przyjazne i szczere słowa, podobne jakiejś piosnce, którą matka usypia smutki swego dziecka, wróciły mi nieco spokoju. Akcent i spojrzenie zacnej kobiety tchnęły ową poczciwą serdecznością, która nie usuwa zgryzoty, ale uśmierza ją, odurza i koi. Paulina, przenikliwsza od matki, badała mnie z niepokojem; inteligentne jej oczy zdawały się odgadywać moje życie i przyszłość. Podziękowałem obu kobietom skinieniem głowy; po czym uciekłem, obawiając się rozczulić. Kiedy się znalazłem sam na poddaszu, zanurzyłem się w mojej niedoli. Moja nieszczęsna wyobraźnia kreśliła mi tysiąc projektów nietrzymających się ziemi i podsunęła mi niemożliwe pomysły. Kiedy człowiek wlecze życie wśród szczątków swej fortuny, znajduje jeszcze to i owo; ale ja nie miałem nic. Ach! mój drogi, zbyt łatwo oskarżamy nędzę. Bądźmy pobłażliwi dla skutków społecznych tego najsilniejszego ze środków rozkładu. Tam, gdzie włada nędza, nie ma już ani wstydu, ani zbrodni, ani cnoty, ani inteligencji. Byłem wówczas bez myśli, bez siły, jak młoda dziewczyna padająca na kolana przed tygrysem. Człowiek z wolnym sercem, a bez pieniędzy pozostaje panem swojej osoby; ale nędzarz, który kocha, nie należy już do siebie i nie może się zabić. Miłość daje nam jakąś cześć dla nas samych, szanujemy w sobie drugie życie; staje się ona wówczas najokropniejszym z nieszczęść, nieszczęściem z nadzieją, nadzieją, która nam każe znosić tortury. Usnąłem z myślą opowiedzenia nazajutrz Rastignacowi osobliwego wyroku Fedory.

— Ha! ha! — rzekł Rastignac, gdym się zjawił u niego nazajutrz o dziewiątej rano — wiem, co cię sprowadza: Fedora musiała cię przepędzić. Jakieś poczciwe duszyczki, zazdrosne o twój wpływ na hrabinę, rozpuściły wiadomości o waszym małżeństwie. Bóg wie, o jakie szaleństwa pomówili cię rywale i jakich potwarzy stałeś się przedmiotem!