Przy tych słowach Emil wyciągnął Rafaela do jadalni.

— Więc dobrze, tak, mój kochany — rzekł — jestem twoim lokajem. Ale ty masz być naczelnym redaktorem pisma, milczże! Bądź przyzwoity, zrób to dla mnie! Kochasz mnie?

— Czy ja cię kocham? Dzięki tej skórze będziesz miał zawsze hawańskie cygara. Wciąż skóra, mój przyjacielu, wszechmogąca skóra! Znakomite cousticum, mogę leczyć odciski. Masz odciski? Usunę ci je.

— Nigdy jeszcze nie plotłeś takich głupstw...

— Głupstw, kochanku? Nie. Ta skóra kurczy się za każdym moim pragnieniem... to coś przekręcone... Braman — siedzi w tym wszystkim jakiś braman! — ten braman to musiał być tęgi figlarz, bo pragnienia, widzisz, powinny by rozszerzać...

— Tak, tak.

— Powiadam ci...

— Tak, to zupełna prawda, jestem twojego zdania. Pragnienie rozszerza...

— Powiadam ci, skóra!

— Tak.