— Och! Nikczemny! Żył ze mną, nie kochając mnie już!...

Po czym wpółmartwa osunęła się na kanapę.

Pan de Nueil wyszedł, napisawszy swój list. Kiedy wrócił, zastał Jakuba na progu. Jakub oddał mu list, mówiąc:

— Pani margrabiny nie ma już w zamku.

Pan de Nueil zdziwiony rozdarł kopertę i przeczytał: „Pani, gdybym przestał Panią kochać, godząc się z Pani rozkazu stać się pospolitym człowiekiem, niech Pani przyzna, że byłbym godnym mego losu. Nie, nie usłucham Pani i przysięgam Pani wierność, którą rozwiąże jedynie śmierć. Och! Weź moje życie, chyba że się nie lękasz zagoryczyć swego życia wyrzutem”...

Był to list, który napisał do margrabiny w chwili, gdy wyjeżdżała do Genewy. Pod spodem Klara Burgundzka dodała: Jest pan wolny.

Pan de Nueil wrócił do matki do Manerville. W trzy tygodnie później odbył się jego ślub z panną Stefanią de La Rodière.

Gdyby ta historia tak pospolicie prawdziwa kończyła się tutaj, byłaby to niemal mistyfikacja. Czyż prawie każdy mężczyzna nie ma bardziej zajmującej do opowiedzenia? Ale głośne a niestety prawdziwe zakończenie, ale wszystko, co zdoła obudzić wspomnienia w sercu tych, którzy znali niebiańskie rozkosze bezgranicznej miłości i skruszyli ją sami lub też stracili przez jakąś okrutną fatalność, osłoni może to opowiadanie przed krytyką. Margrabina de Beauséant nie opuściła swego zamku w chwili rozstania z panem de Nueil. Dla mnóstwa przyczyn, których sekret trzeba zostawić sercu kobiet — każda zresztą wybierze te, które jej będą odpowiadać — Klara mieszkała tam dalej po ślubie pana de Nueil. Żyła w tak zupełnej samotności, że służba, z wyjątkiem pokojowej i Jakuba, nie widywała jej. Wymagała w domu bezwarunkowej ciszy, opuszczała swój apartament, jedynie aby sią udać do kaplicy, gdzie ksiądz z sąsiedztwa przychodził odprawiać dla niej mszę co rano. W kilka dni po ślubie, hrabia de Nueil popadł w apatię, która mogła równie dobrze wyrażać szczęście jak nieszczęście. Matka jego mówiła wszystkim:

— Syn mój jest bardzo szczęśliwy.

Pani Gastonowa de Nueil, podobna do wielu młodych kobiet, była trochę bezbarwna, łagodna, cierpliwa; zaszła w ciążę w miesiąc po ślubie. Wszystko to było zgodne z utartymi pojęciami. Pan de Nueil był dla niej bardzo dobry, tylko w dwa miesiące po rozstaniu z margrabiną stał się nadzwyczaj smutny i zadumany. „Ale on zawsze był poważny”, powiadała matka.