Młoda hrabina uważała, że matka pozwoliła sobie na reprymendę zbyt ostrą, ale pomyślała zarazem, że wieczorem jakaś pieszczota i trochę serdeczności wystarczą, aby ją ułagodzić. Słysząc w ogrodzie krzyk, wychyliła się niedbale z okna w chwili, gdy Paulina, która jeszcze nie wyszła, wołała o pomoc i trzymała margrabinę w ramionach.

— Nie przestraszcie córki! — to było ostatnie słowo wyrzeczone przez tę matkę.

Moina ujrzała, jak niosą matkę, bladą, wpół martwą, oddychającą z trudem, ale poruszającą rękami, jak gdyby chciała walczyć lub mówić. Przerażona tym widokiem, Moina udała się za matką, pomogła w milczeniu położyć ją na łóżku i rozebrać ją. Gnębiły ją wyrzuty. W tej ostatecznej chwili poznała matkę i nie mogła już nic naprawić! Dała znak, że chce z nią zostać sama; kiedy już nie było nikogo w pokoju, kiedy uczuła chłód tej ręki dla niej zawsze tak pieszczotliwej, zalała się łzami. Zbudzona tym płaczem margrabina mogła jeszcze spojrzeć na swą drogą Moinę, po czym słysząc łkanie, które rozdzierało tę delikatną i wzburzoną pierś, spojrzała na córkę z uśmiechem. Ten uśmiech dowiódł młodej matkobójczyni, że serce matki to otchłań, na której dnie zawsze się znajdzie przebaczenie.

Skoro sobie zdano sprawę ze stanu margrabiny, wysłano konnych posłańców po doktora, po chirurga i po wnuków pani d’Aiglemont. Synowa i jej dzieci przybyli równocześnie z lekarzami, tworząc grupę dość liczną, milczącą, niespokojną, do której przyłączyła się służba. Młoda margrabina, nie słysząc szmeru, zapukała lekko do drzwi chorej. Na ten odgłos Moina, zbudzona zapewne z boleści, otwarła gwałtownie drzwi na oścież, powiodła błędnym wzrokiem po zebranych. Wzburzenie jej mówiło więcej niż wszelkie słowa. Na widok tego żywego wyrzutu wszyscy oniemieli. Łatwo było dojrzeć nogi margrabiny sztywne i wyciągnięte konwulsyjnie ma śmiertelnym łożu. Moina, opierając się o drzwi, spojrzała na krewnych i rzekła głucho:

— Straciłam matkę!

Paryż, 1828–1844.

Przypisy:

1. były to oddzielne epizody; bohaterka ich (...) — Sam Balzac pisze o tym w przedmowie z r. 1834 tak: „Wiele osób pytało, czy bohaterka... nie jest pod różnymi nazwiskami jedną i tą samą osobą. Autor nie umiał odpowiedzieć na te pytania. Ale może myśl jego wyrazi się w tytule, który łączy te rozmaite sceny. Osoba, która przebywa niejako sześć obrazów... to nie jest postać; to jest myśl. Im bardziej ta myśl przywdziewa rozmaite stroje, tym lepiej oddaje intencje autora. Ambicją jego jest zrodzić w duszy mglistą zadumę, w której kobiety zdołałyby odnaleźć pewne wrażenia, wspomnienia, wyczytać z niej pewne nauki... Kobiety wypełnią zapewne te luki; być zaś jednako zrozumianym przez wszystkich, to niepodobieństwo...”. Mimo to później Balzac dał bohaterce sześciu epizodów jedno nazwisko. [przypis tłumacza]

2. biust (daw.) — tu ogólnie: górna część tułowia; popiersie. [przypis edytorski]

3. trzy kwadranse na dwunastą (daw.) — za kwadrans dwunasta; jedenasta czterdzieści pięć. [przypis edytorski]