Albo wkłada przy tobie pończochy... (W małżeństwie angielskim, zdarza się to w życiu małżeńskim lady81 tylko raz jeden; nazajutrz opuszcza ojczyznę z jakimś captain’em82 i... nie myśli już o wkładaniu pończoch.
Albo... ale zatrzymajmy się na tym.
To wszystko odnosi się do marynarzy lub mężów obeznanych ze znajomością czasu małżeńskiego.
X. Bąk małżeński
Otóż pod tą linią, tak bliską znaku niebieskiego, którego mianem dobry gust nie pozwala się nam posłużyć do żartu pospolitego i niegodnego tej tak subtelnej książki, zjawia się straszliwa mała niedola, w niezmiernie pomysłowej przenośni nazwana przez autora Bąkiem małżeńskim, ze wszystkich much, komarów, mustyków83, tarakanów84, pcheł i skorpionów najbardziej dokuczliwym, zwłaszcza że nie wynaleziono dotąd przeciw niemu żadnego środka ochrony. Bąk ten nie kąsa natychmiast; zaczyna od brzęczenia nad uszami, ty zaś zrazu nie zdajesz sobie sprawy, co to takiego.
Tak na przykład, bez żadnego à propos85, tonem najnaturalniejszym w świecie, Karolina mówi: „Pani Deschars miała wczoraj bardzo ładną suknię...”.
— Tak, ona ma dużo gustu — mówi Adolf bez żadnej wiary w to, co mówi.
— Dostała ją od męża — odpowiada Karolina, wzruszając ramionami.
— A, tak...
— A, tak; suknię za czterysta franków. Z najlepszego aksamitu.