— Cóż to za sprawy, Adolfie?...

— Czyż nie wiesz?... Mam ci opowiadać?... Przede wszystkim sprawa z panem Chaumontel...

— Myślałam, że pan Chaumontel jest w Szwajcarii.

— Ale czyż nie ma swoich pełnomocników, swego adwokata?...

— Czyś tylko to robił w Paryżu?... — pyta nagle Karolina, przerywając Adolfowi. Tu zwraca na męża spojrzenie jasne i badawcze i zatapia je nagle w jego oczach, niby szpadę, która przeszywa serce na wylot.

— Cóż miałem robić?... Fałszywe pieniądze, długi, ręczne robótki?...

— Ależ nie wiem. Skądże ja mogę to odgadnąć? Za głupia jestem, sto razy mi to powiedziałeś.

— Dobraś! Teraz bierzesz w złym znaczeniu to, co jest z mojej strony pieszczotą, żartem. To jest czysto kobiece.

— Załatwiłeś ostatecznie jaką115 sprawę? — powiada, okazując nagle niezwykłe zajęcie116 twymi interesami.

— Nie, żadnej jeszcze...