— Cóż u licha!... — powiada Adolf — więc z wami doprawdy nie można ani żartować, ani dysputować poważnie? Cóż zrobisz?...
— To cię nic nie obchodzi!...
— Przepraszam cię, bardzo mnie obchodzi. Godność moja, honor...
— Och!... Pod tym względem możesz być spokojny... Ze względu na ciebie, bardziej niż dla siebie samej, będę umiała zachować najgłębszą tajemnicę.
— Więc co? Powiedz! No, Karolino, Linko, co będziesz robić?...
Karolina obrzuca spojrzeniem żmii Adolfa, który cofa się i zaczyna się przechadzać.
— No, powiedz, co masz zamiar robić? — pyta wreszcie po upływie nieskończenie długiej chwili milczenia.
— Pracować!
Po tym szczytnym wykrzykniku Adolf zabiera się do odwrotu, spostrzegając u żony rozdrażnienie zbyt nabrzmiałe jadem i czując zbliżanie się burzy tak gwałtownej, jak jeszcze nigdy nie szalała w komnatach małżeńskich.