W tym Rouen, tak smętnym żałobą przeklętą,

Co z dymów północy się rodzi;

W tym Rouen, tak czarnym i szpetnym, i wrogim...

Wspaniały opis Rouen, gdzie Dina nigdy nie była, skreślony z ową podrabianą brutalnością, która podyktowała później tyle poezji juwenalowskich, przeciwstawiał egzystencję przemysłowych miast leniwemu życiu Hiszpanii, miłość nieba i piękności ludzkiej kultowi machin, słowem poezję spekulacji. I Jan Diaz malował wstręt Pakity do Normandii, mówiąc:

Niebo Sewilli błękitne, przejrzyste,

Kolebką było Pakicie;

W trzynastu leciech jej oko strzeliste

Śmierć niosło wokół i życie;

Toreadorów trzech legło z jej winy,

Zwycięstwa bowiem zapłatą