— Pani de La Baudraye jest zupełnie niewinna, młodzieńcowi w oczach się dwoi — rzekł Bianchon. — Stara Piédefer wydaje mi się nadto nabożna, aby zapraszać do Anzy kochanka córki. Pani de La Baudraye musiałaby oszukać matkę, męża, pokojówkę swoją i pokojówkę matki; to za wiele pracy, stanowczo.

— Znajdziemy przecież jakąś jedną, dwie historyjki zdolne przyprawić Dinę o drżenie — rzekł Lousteau. — Młody człowieku i ty, Bianchon, proszę was o zachowanie poważnej miny, okażcie się dyplomatami, swobodnie, bez afektacji, śledźcie, niby nie zwracając uwagi, oblicze dwojga występnych, rozumiecie?... spod oka albo w lustrze, ukradkiem. Rano będziemy polować na zająca, wieczór na prokuratora.

Wieczór zaczął się tryumfalnie dla Stefana, który oddał kasztelance album zawierający tę elegię:

Spleen

Wierszy ode mnie, zgubionego w tłumie,

W tym świecie, który nie zna, nie rozumie

Serca, co serca pożąda;

Który nie spełnił żadnego z mych marzeń,

I gdzie me oko, syte tęsknych wrażeń,

Zło jeno samo ogląda!...