— To był łobuz na gruby kamień — odparł Jerzy z miną, która dawała wiele do myślenia. — Wyobraźcie sobie, powierza mi dowództwo swojej kawalerii!... Doskonale.
„A, to dlatego ma ostrogi” — pomyślał biedny Oskar.
— Za mego czasu, Ali z Teleben miał kłopoty z Kosrefem-paszą: też drugi ananas! Nazywacie go tutaj Szoref, ale nazwisko jego wymawia się po turecku Kosru. Musieliście czytać swego czasu w dziennikach, że stary Ali wygrzmocił porządnie Kosrefa. Otóż gdyby nie ja, Ali z Teleben dostałby wcieranie o wiele wcześniej. Byłem na prawym skrzydle i widzę Kosrefa, starego wygę, jak wali w nasze centrum... Ha, ha! To był atak, nie powstydziłby go się sam Murat! Dobra! Odczekuję i w stosownej chwili walę na nich co sił; przecinam na dwoje kolumnę Kosrefa, który przeleciał za centrum i znalazł się bez osłony. Rozumiecie... A, ba! Po bitwie, Ali uściskał mnie...
— To się robi na Wschodzie? — spytał hrabia de Sérisy z głupia frant.
— Tak, panie — odparł malarz — to się robi wszędzie.
— Pędziliśmy Kosrefa przez trzydzieści mil... jak na polowaniu, het! — ciągnął Jerzy. — To kawalerzyści całą gębą ci Turcy. Ali dał mi jatagany, fuzje, szable! ...ilem tylko mógł nabrać. Za powrotem do stolicy, ten wściekły hycel zaczął mi robić propozycje, które mi się wcale nie podobały. Ci ludzie są straszni, kiedy sobie coś wbiją do głowy... Ali chciał, abym był jego faworytem, spadkobiercą. Ja miałem dosyć tego życia, bo ostatecznie Ali był w wojnie z Portą, więc bałem się, że i mnie dobiorą się do portek. Spakowałem manatki. Ale oddaję sprawiedliwość panu Teleben, obdarował mnie wspaniale: diamenty, dziesięć tysięcy talarów, tysiąc sztuk złota, piękna Greczynka dla towarzystwa, mały Arnauta za grooma i koń arabski. Tak, tak, Ali-Janina to człowiek niedoceniony, trzeba by mu historyka. Jedynie na Wschodzie spotyka się te dusze z brązu, które przez dwadzieścia lat czynią wszystko z tą myślą, aby pewnego ranka zemścić się za zniewagę. Przy tym miał najpiękniejszą białą brodę, jaką sobie można wyobrazić, twarz surową, groźną...
— Ale cóż pan zrobił z tymi wszystkimi skarbami? — spytał ojciec Léger.
— A, ba! Ci ludzie nie mają renty państwowej ani banku francuskiego, załadowałem tedy cały kram na grecki statek, który się dostał w ręce samego Kapitana-Paszy. Jak mnie tu widzicie, omal że mnie nie wbito na pal w Smyrnie. Tak, na honor, gdyby nie nasz ambasador, pan de Rivière, który tam się znajdował, wzięto by mnie za wspólnika Alego-Paszy. Ocaliłem głowę, aby się wyrazić przyzwoicie, ale dziesięć tysięcy talari, tysiąc sztuk złota, broń, och! ...wszystko wypił spragniony skarbiec Kapitana-Paszy. Położenie moje było tym trudniejsze, że kapitan-pasza był to nie kto inny, tylko ów Kosref. Od czasu swego wcierania hultaj otrzymał to miejsce, które odpowiada posadzie wielkiego admirała we Francji.
— Ale on był w kawalerii, zdaje mi się — rzekł ojciec Léger, który słuchał z uwagą.
— Och, jak to widać, że w departamencie Seine et Oise mają słabe pojęcie o Wschodzie — wykrzyknął Jerzy. — Tak, panie, to są Turcy: jesteś pastuchem, padyszach robi cię marszałkiem; jeżeli nie wywiążesz się ze swych funkcji jak należy, tym gorzej dla pana, ucinają ci głowę, to jest ich sposób składania z urzędu. Ogrodnik zostaje prefektem, a pierwszy minister zostaje z powrotem pucybutem. Ottomani nie znają praw o awansie ani o hierarchii! Z kawalerzysty Kosref został marynarzem. Padyszach Mahmud kazał mu napaść Alego od morza i w istocie dobrał się do niego, wspomagany co prawda przez Anglików, którzy wzięli sobie dobrą cząstkę, hycle! Położyli łapę na skarbach. Ten Kosref, który nie zapomniał lekcji konnej jazdy, jaką mu dałem, poznał mnie. Pojmujecie, że proces mój byłby krótki, och, bardzo! ...gdyby mi nie przyszło do głowy reklamować się jako Francuz i trubadur i powołać się na pana de Rivière. Ambasador, uszczęśliwiony, że się może postawić, zażądał mego uwolnienia. Turcy mają to dobrego w charakterze, że równie łatwo cię wypuszczą, jak ci utną głowę; obojętni są na wszystko. Konsul francuski, przemiły człowiek, przyjaciel Kosrefa, uzyskał mi zwrot dwóch tysięcy talarów, toteż nazwisko jego, mogę to powiedzieć, wyryte jest w moim sercu...