— Jak się nazywa? — spytał pan de Sérisy.

Na twarzy pana de Sérisy odbiło się pewne zdziwienie, kiedy Jerzy wymienił w istocie nazwisko jednego z naszych najwybitniejszych generalnych konsulów, który w tej chwili znajdował się w Smyrnie.

— Mimochodem byłem świadkiem egzekucji komendanta Smyrny, którego padyszach kazał Kosrefowi stracić; jedna z najciekawszych rzeczy, jakie widziałem, mimo iż dużo widziałem; opowiem to wam za chwilę przy śniadaniu. Ze Smyrny porżnąłem do Hiszpanii, dowiedziawszy się, że tam jest rewolucja. Och, udałem się prosto do Miny, który mnie mianował adiutantem i dał mi rangę pułkownika. Biłem się za sprawę konstytucji, która padnie, bo nasi wejdą do Hiszpanii lada dzień.

— I pan jesteś francuskim oficerem? — rzekł surowo pan de Sérisy. — Bardzo pan liczy na dyskrecję swoich słuchaczy.

— Nie ma tu przecież szpiegów — odparł Jerzy.

— Czy pan nie wie, pułkowniku Jerzy — rzekł hrabia — że w tej chwili Izba Parów sądzi sprzysiężenie, które czyni rząd bardzo surowym dla wojskowych podnoszących oręż przeciw Francji i wdających się w knowania z zagranicą w intencji obalenia naszych prawych władców...

Słysząc tą groźną uwagę, malarz zaczerwienił się po uszy i spojrzał na Mistigrisa, który zdawał się zmieszany.

— No i co — rzekł ojciec Léger — co dalej?

— Gdybym przypadkiem był sędzią — rzekł hrabia — czy nie byłoby moim obowiązkiem kazać uwięzić adiutanta Miny żandarmom z Pierrefitte i wezwać na świadków wszystkich znajdujących się tutaj podróżnych?

Te słowa przycięły Jerzemu język, tym więcej, iż w tej chwili pojazd przejeżdżał koło brygady żandarmerii, której biała chorągiew powiewała, jak się mówi klasycznym stylem, na wolę zefirów.