— Wysadź mnie tutaj, Pietrek, zabierzesz mnie jutro z powrotem — dodał hrabia, który wysiadł, zostawiając swoich towarzyszów podróży skonfundowanych.
— To się nazywa wziąć nogi za pas — rzekł Mistigris, widząc pośpiech, z jakim podróżny zniknął w parowie.
— Och! To ten hrabia, który wynajął Franconville, on tam idzie — rzekł ojciec Léger.
— Jeżeli kiedy — rzekł fałszywy Schinner — przyjdzie mi ochota bujać58 w dyliżansie, sam siebie wyzwę na pojedynek. To twoja wina, Mistigris — dodał, uderzając chłopca po kaszkiecie.
— Och! Ja tylko pojechałem za panem do Wenecji — odparł Mistigris. — Ale, kto chce psa uderzyć, sam w niego wpada59.
— Czy pan wie — rzekł Jerzy do swego sąsiada Oskara — że gdyby to był przypadkiem hrabia de Sérisy, nie chciałbym się znajdować w pańskiej skórze, mimo że jest wolna od chorób.
Oskar, myśląc o przestrogach matki, którą mu te słowa przypomniały, zbladł i wytrzeźwiał.
— Są panowie na miejscu — rzekł Pietrek, zatrzymując się przed okazałą bramą.
— Jak to? Już! — wykrzyknęli równocześnie malarz, Jerzy i Oskar.
— A to historia — rzekł Pietrek. — Jak to, panowie, więc żaden z was nie był tutaj? Ależ to zamek Presles.