— Nabierałem go jego orderami.
— Ba! To dobry człowiek, ubawił go pan. Niech pan prędko idzie do zamku, ja spieszę do jego ekscelencji. Gdzie hrabia rozstał się z wami?
— Na górze.
— Nic nie rozumiem! — wykrzyknął Moreau.
„Ostatecznie, bujałem go, ale nie ubliżyłem mu” — powiedział sobie piszczyk62.
— A po co pan tu przyjechał? — spytał rządca.
— Ależ przywiozłem akt sprzedaży folwarku Moulineaux, gotowiusieńki.
— Mój Boże — wykrzyknął rządca — ja nic nie rozumiem.
Moreau uczuł, że mu serce wali jak młotem, kiedy, zapukawszy dwa razy do drzwi swego pana, usłyszał:
— Czy to pan, panie Moreau?