—...Rezygnacji ze swoich praw, uznanych przez wybitnych adwokatów, portret...

Ksiądz spojrzał na panią de Listomere.

— Portret księdza de Chapeloud — ciągnęła.— Poddaję uznaniu ojca jego żądanie... (Przegrałbyś, gdyby chciał się procesować, myślała.)

Akcent jaki położyła na słowach: wybitnych adwokatów objaśnił księdzu, że baronowa zna silne i słabe strony wroga. W ciągu tej rozmowy, która utrzymała się dłuższy czas w tym tonie, pani de Listomere olśniła starego znawcę takim talentem, iż ksiądz zeszedł do panny Gamard, aby uzyskać jej odpowiedź na ofiarowaną transakcję.

Troubert wrócił niebawem.

— Pani — rzekł — oto słowa biednej umierającej: „Ksiądz Chapeloud okazywał mi zbyt wiele przyjaźni, rzekła, abym się mogła rozstać z jego portretem”. Co do mnie — rzekł — gdyby był moją własnością, nie ustąpiłbym go nikomu. Żywiłem zbyt stałe uczucia dla drogiego zmarłego, abym się nie miał czuć w prawie walczenia o jego portret z całym światem.

— Ojcze, nie poróżnimy się przecież dla lichego portretu. (Kpię sobie z niego tak samo jak i ty — myślała.) Niech go Ojciec zachowa, damy sporządzić kopię. Cieszę się, że umorzyłam ten przykry i opłakany proces; osobiście zyskałam na tym przyjemność poznania ojca. Słyszałam wiele o talentach ojca w grze w wista. Daruje ojciec kobiecie, że jest ciekawa — rzekła z uśmiechem. — Gdyby ojciec zechciał zajść do mnie czasami na partyjkę, nie wątpi ojciec o przyjęciu, z jakim by się spotkał. Troubert pogładził się po brodzie. — (Mam go! Bourbonne miał słuszność — pomyślała; — ma swoją słabą stronę: próżność.)

W istocie, wielki wikariusz doznawał w tej chwili rozkosznego uczucia, któremu Mirabeau100 nie umiał się obronić, kiedy, w dniach swojej potęgi, ujrzał jak się otwiera przed jego powozem brama pałacu niegdyś dla niego zamknięta.

— Pani margrabino — odparł — zbyt ważne ciążą na mnie obowiązki, abym miał czas na wizyty; ale czegóż by się nie zrobiło dla pani? (Stara panna klapnie101, ja się uczepię Listomerów i pójdę im na rękę, jeżeli oni pójdą mnie na rękę! — myślał. — Lepiej jest mieć w nich przyjaciół niż wrogów.)

Pani de Listomere prosiła do siebie, w nadziei, iż arcybiskup dokończy tak szczęśliwie rozpoczętego dzieła pokoju. Ale Birotteau nie miał nawet skorzystać ze swego zrzeczenia. Nazajutrz pani de Listomere dowiedziała się o śmierci panny Gamard. Kiedy otwarto testament starej panny, nikt się nie zdziwił, dowiadując się, że uczyniła księdza Troubert generalnym spadkobiercą. Majątek jej oszacowano na trzysta tysięcy franków. Generalny wikariusz posłał do pani de Listomere dwa zaproszenia na mszę żałobną i na kondukt; jedno dla niej, drugie dla jej bratanka.