— Mogę panią upewnić, że nie ma ani cienia prawdy w tej opinii.

— Jednakże oto tu obecny p. d’Esgrignon, szlachcic z Perche, doszczętnie zrujnował się dla niej przed dwunastu laty i z jej powodu omal nie dostał się na rusztowanie.

— Znam tę sprawę. Pani de Cadignan ocaliła p. d’Esgrignon od ławy oskarżonych i oto, jak się jej odwdzięcza.

Pani de Montcornet popatrzyła na d’Artheza ze zdumieniem i ciekawością prawie ogłupiałą, następnie zwróciła oczy na panią d’Espard, pokazując go jej jakby dla powiedzenia: „Urzeczony jest!”

Przez czas tej krótkiej rozmowy pani d’Espard występowała w obronie pani de Cadignan, ale obrona ta podobna była do gromochronów, które ściągają pioruny. Skoro d’Arthez wrócił do powszechnej rozmowy, usłyszał to słówko, rzucone przez Maksyma de Trailles: — U Diany zepsucie nie jest rezultatem, ale źródłem; być może, temu właśnie zawdzięcza ona swą cudowną naturalność; nie szuka, nie wymyśla nic; najbardziej wymyślne wyrafinowania ofiaruje niby natchnienie najnaiwniejszej miłości i niepodobna jej nie wierzyć.

Zdanie to, jakby umyślnie przygotowane dla człowieka na miarę Daniela, było tak silne, iż padło niby konkluzja. Porzucono temat, księżna wydawała się dorżnięta. D’Arthez popatrzył na Maksyma de Trailles i na d’Esgrignona z drwiącą miną.

— Największą winą tej kobiety jest to, że wstępuje w ślady mężczyzn. Trwoni jak oni rodowe dobra, wysyła swoich kochanków do lichwiarzy, pożera posagi, rujnuje sieroty, topi w rękach stare zamczyska, podsuwa i popełnia może i inne zbrodnie, ale...

Nigdy żadna z dwóch osobistości, którym odpowiadał d’Arthez, nie słyszała nic równie silnego. Na to ale cały stół oniemiał, każdy znieruchomiał z widelcem w powietrzu, z oczyma kolejno zwróconymi na odważnego pisarza i na potwarców księżnej, oczekując w straszliwym milczeniu konkluzji.

— Ale — rzekł d’Arthez z drwiącą lekkością — księżna de Cadignan ma nad mężczyznami jedną przewagę: kiedy ktoś naraził się dla niej na niebezpieczeństwo, ratuje go i nie mówi źle o nikim. Dlaczegóż na tyle kobiet nie miałaby się znaleźć jedna, która by się bawiła mężczyznami, jak mężczyźni bawią się kobietami? Dlaczego płeć piękna nie miałaby mieć, od czasu do czasu, odwetu?

— Geniusz okazał się mocniejszy od dowcipu — rzekł Blondet do Natana.