Po tej rozmowie księżna zyskała w oczach artysty głąb otchłani, wdzięk królowej, zepsucie dyplomacji, tajemniczość kultu, niebezpieczeństwo syreny. Ci dwaj bywalcy, niezdolni przewidzieć następstw tego żartu, zrobili z Diany d’Uxelles najbardziej potworną Paryżankę, najzręczniejszą kokietkę, najbardziej upajającą w świecie kurtyzanę. Mimo iż mieli słuszność, kobieta, którą traktowali tak lekko, była dla d’Artheza świętą i nietykalną; zresztą ciekawość pisarza nie potrzebowała takiej podniety; zgodził się przyjść bez wahania, dwaj przyjaciele zaś nie żądali odeń czego więcej.
Skoro pani d’Espard miała już odpowiedź, udała się do księżnej.
— Moja droga, czy czujesz się w wenie urody, zalotności? — rzekła — przyjdź do mnie za kilka dni na obiad, a uraczę cię d’Arthezem. Nasz genialny człowiek jest co się zowie dziki, boi się kobiet i nigdy nie kochał. Zbuduj plan w tym duchu. Jest nadzwyczaj inteligentny, przy tym ma prostotę, która wprowadza w błąd, odejmując wszelką nieufność. Przenikliwość jego, na wskroś retrospektywna, działa wstecz i niweczy wszelkie rachuby. Zaskoczyłaś go dziś, jutro już przejrzał wszystko.
— Och! Gdybym miała trzydzieści lat, zabawiłabym się przednio. Czego mi brakowało aż dotąd, to genialnego człowieka, którego bym mogła wywieść w pole. Miałam zawsze tylko partnerów, a nigdy przeciwników. Miłość była grą, zamiast być walką.
— Przyznaj, droga, że jestem bardzo wspaniałomyślna? Ostatecznie bowiem... miłość bliźniego zaczyna się...
Obie kobiety spojrzały sobie w oczy, śmiejąc się, i ujęły się za ręce z przyjaznym uściskiem. Niewątpliwie musiały je łączyć ważne sekrety, nie pierwszy to był mężczyzna i nie pierwsza usługa między nimi; aby bowiem między kobietami stworzyć szczerą i trwałą przyjaźń, trzeba, aby ją pieczętowały jakie małe zbrodeńki. Kiedy dwie przyjaciółki mogą się zabić wzajem i każda widzi zatruty sztylet w ręku drugiej, wówczas przedstawiają wzruszający widok harmonii, która mąci się aż w chwili, gdy jedna z nich przez nieuwagę wypuści broń.
Zaczem w tydzień później odbył się u margrabiny wieczór w małym kółku, w jednym z dni zachowanych dla najbliższych, w które nikt nie zjawia się bez ustnego zaproszenia i podczas których drzwi są zamknięte. Zaproszonych było pięć osób: Emil Blondet i hrabina de Montcornet, Daniel d’Arthez, Rastignac i księżna de Cadignan. Licząc panią domu, było tyluż mężczyzn co kobiet.
Nigdy traf nie pozwolił sobie na bardziej wyszukane przygotowania niż w tym spotkaniu d’Artheza i pani de Cadignan. Księżna uchodzi dziś jeszcze za jedną z największych mistrzyń tualety, co dla kobiet jest pierwszą ze sztuk. Włożyła suknię z niebieskiego aksamitu z powłóczystymi białymi rękawami, z tiulowym lekko marszczonym kołnierzem. Niebieski szlak sięgał na cztery palce poniżej szyi i pokrywał ramiona, jak na niektórych portretach Rafaela. Pokojówka upięła kilka białych kwiatów pomiędzy kaskadami blond włosów: jeden z wdzięków, którym księżna zawdzięcza swą sławę. To pewna, iż Diana nie wyglądała ani na dwadzieścia pięć lat. Cztery lata samotności i spoczynku wróciły blask jej cerze. Czyż nie bywają zresztą chwile, w których chęć podobania się daje kobietom jakąś nową piękność? Jeżeli gwałtowne wzruszenia mogą przyciemnić białe tony u sangwiników lub melancholików, pozielenić twarze limfatyczne, czyliż pragnienie, radość, nadzieja nie mogą mieć daru rozjaśnienia cery, ozłocenia spojrzeń żywszym blaskiem, okraszenia piękności niby światłem pięknego poranka? Słynna białość księżnej przybrała odcień dojrzalszy, który dawał jej wyraz dostojeństwa. W tym momencie życia, kiedy przeszła przez tyle prób, tyle poważnych myśli, czoło jej, marzące i wyniosłe, cudownie się godziło z błękitnym, spokojnym i majestatycznym spojrzeniem. Najbieglejszy fizjognomista nie wyczytałby śladu rachuby ani decyzji pod tą niesłychaną delikatnością rysów. Bywają twarze kobiece, które spokojem swoim i subtelnością oszukują wiedzę i mylą obserwację; trzeba by je śledzić podczas gry namiętności, co jest trudne; lub też po ukończonej grze, co nie zda się na nic: wówczas kobieta jest stara i już się nie maskuje. Księżna jest jedną z tych nieprzeniknionych kobiet, może się zrobić, czym chce: pusta, dziecinna, rozpaczliwie niewinna lub też subtelna, poważna, głęboka wręcz niepokojąco. Przybyła do margrabiny w charakterze słodkiej i prostej kobiety, znającej życie jedynie przez swoje zawody, w charakterze kobiety pełnej duszy; spotwarzonej, ale dźwigającej to z rezygnacją, niby umęczony anioł. Przybyła wcześnie, aby zawczasu upozować się na kozetce, przy kominku, w pobliżu pani d’Espard, tak jak chciała, aby ją widziano, w pozie, której sztuka kryje się pod uroczą naturalnością, jednej z tych póz ułożonych, wyszukanych, uwydatniających piękną wężową linię, która zaczyna się u stopy, wstępuje wdzięcznie do bioder i wiedzie się poprzez czarujące okrągłości aż do ramion, wydając spojrzeniom cały profil ciała. Kobieta naga byłaby mniej niebezpieczna niż w spódnicy tak umiejętnie rozłożonej, która wszystko pokrywa i wszystko uwydatnia zarazem. Przez wyrafinowanie, na które wiele kobiet nie byłoby wpadło, Diana, ku wielkiemu zdumieniu margrabiny, przyszła w towarzystwie młodego de Maufrigneuse. Po chwili zastanowienia pani d’Espard uścisnęła rękę księżnej porozumiewawczo.
— Rozumiem cię! Dając przełknąć d’Arthezowi wszystkie trudności od pierwszego razu, nie będziesz zmuszona pokonywać ich później.
Hrabina de Montcornet przyszła z Blondetem. Rastignac przyprowadził d’Artheza. Księżna nie przyjęła sławnego człowieka żadnym z owych komplementów, jakimi zasypują go ludzie pospolici; ale rozwinęła dlań względy nacechowane wdziękiem i szacunkiem, będące wyraźnie ostatnim kresem jej łaski. Zdawała się szczęśliwa, iż widzi tego wielkiego człowieka, i rada, iż go szukała. Osoby pełne smaku, jak księżna, odznaczają się zwłaszcza sposobem słuchania, pełną powagi i wdzięku uprzejmością. Kiedy sławny człowiek mówił, przybierała uważną pozę, pochlebniejszą niż najlepiej dobrane komplementy. Margrabina dopełniła prezentacji bez emfazy i z prostotą. Przy obiedzie posadzono d’Artheza obok księżnej, która, daleka od przesadnej wstrzemięźliwości, na jaką silą się wytwornisie, jadła z doskonałym apetytem i starała się we wszystkim okazać kobietą prostą, bez pretensji. Między jednym a drugim daniem skorzystała z chwili, gdy rozmowa stała się ogólną, aby nawiązać z d’Arthezem parę słów na osobności.